Przejdź do głównej zawartości

Posty

Powrót.

Mknę ulicą, tnąc powietrze. Po wielu wieczorach wróciła mi sprężystość chodu. Jest we mnie muzyka, całkiem euforyczna o bezsensownie radosnej treści. Wygramoliłam się po raz kolejny z lepianki - kołdry, potu i śliny. Złapałam za wajchę i znów płynę całą naprzód. Po raz kolejny przestałam się bać mówić "Dzień dobry" i chodzić bez zapomnianej części garderoby, którą noszę jak amulet. Uśmiech numer pięć, Channel No 5 i dobry wygląd. Znów wierzę, że zawojuję światem. Za trzy miesiące snów rozplaśnięta zsunę się z szyby na którą natrafię - cykliczność życia. Najważniejsze, żeby czuć ten cykl i go egzekwować. Spałam. Spałam bez emocji. Tak mi się wydawało. Z jakiegoś jednak powodu budziłam się z wiórkami oczu i kołtuna z sypialnianej konfekcji. Wszystkie moje sny bowiem były głośne od krzyku i lepkie od krwi, która ciągle leciała mi z nosa. Ciągle gdzieś się spóźniałam, ciągle komuś sprawiałam zawód. Nie pamiętam tych snów, ale budziłam się z zamrozem który z nich wyzierał. Za...

Terapia małżeńska.

Deszczowa noc. Neony rozmywają się w oczach. W nich całkiem wyraziście, niczym strzała idzie Bruni. Jest ubrana pięknie i szykownie w nienaganny płaszcz, z nienagannym malunkiem na twarzy, który nie ma zamiaru się wypłukać. Idzie na obiadokolację. Jak co wieczór umówiona jest ze swoim małżonkiem. Równie idealnym, co ona. Czasem zdarza się spotkać takie pary, które wyglądają jak idealna kompozycja, harmonijnie do siebie pasująca. Zawsze w takich chwilach myślę o nich, jak o parze chartów afgańskich które wychodzą na conocny spacer do Parku Helenów. Idealne, równie spokojne i chude. Tak właśnie wyglądają Bruni i Miron, którzy zaraz zjedzą mule w białym winie, popijając białym winem. Bruni wchodzi do restauracji, całkiem opanowana i zerka na stolik, przy którym zawsze siadają. Czeka ją to samo, co zwykle: mąż wstanie, przyjmie od niej palto, zawiesi koło swojego z namaszczeniem, przysunie jej krzesło, uśmiechnie się i zapyta: - Jak minął ci kochanie dzień? - całkiem, jak w nudnym ...

ZaChwiania.

Ciemna noc. Nie ma żadnych latarń. Je ma niczego oprócz ziemi, powietrza i mnie. Nie jestem nawet w stanie zobaczyć własnych dłoni. Jedynie odruch pozwala mi dotrzeć palcem do czubka nosa, który zapalczywie pochłania krystalicznie, chłodne powietrze. Całkiem takie, jak nad górskim strumieniem, w lesie. Nie mam żadnych myśli pobocznych. Koncentruję się jedynie na wyprostowanym, pewnym, miarowym, marszowym chodzie. Wcale nie boję się tego mroku, tak jakbym nigdy nie odczuwała lęku. Co może mnie tu spotkać, poza wędrówką, której się nauczę i wyda mi się nieznośnie nudną za chwilę? Idę i idę. Cały czas to upojne, oczyszczające płuca i duszę powietrze. W tle widzę okrąg, który świeci. To zapewne księżyc, który pokaże mi drogę do domu. Idę ku niemu coraz szybciej, chociaż wcale nie robi się jaśniej. Księżyc się rozszerza. Idę jeszcze szybciej. Jak widać, nie tylko ćmy idą bezwiednie do światła, chociaż ciemność jest kojąca. Wyłania się słońce. Zupełnie nie tak, jak być powinno. Jest tak...

Gieni i tajemnica szyfrów niewerbalnych.

Mężczyzna, dwóch mężczyzn, tuzin...? Ilu jest mężczyzn na ziemi, bo chłopców jest całkiem sporo...? Rozejrzała się Gieni po tym bożym świecie, wychodząc z bramy kamienicy, mijając się z chłopcem trzymającym smętny kwiatuszek, który się rumienił ze wstydu że jest taki sam i w rękach nieporadnego chłopca. Chłopiec... owszem. Barczysty, w płaszczu nawet... ale na kilometr czuć było od niego chłopca, któremu zdaje się, że jest mężczyzną. Z pewnością nie umie zapłacić za kobietę, którą zaprasza i nie potrafi w niej wzbudzić pożądania. A ona? Kim może być ta ona? -Z pewnością zakochana. W chłopcu można się jedynie zakochać, inaczej jest nie do wytrzymania - powiedziała do siebie Gieni wydychając dym papierosa z nonszalanckim uśmiechem. Tak. Każda z nas może wpaść w szpony chłopca. Każdej z nas zdarza się to częściej, niż statystycznie raz na całe życie. Z czego to wynika? Po części głupie hormony, które motają nami zupełnie na oślep, kompleksy, niewiara w swoją wartość, albo zwyczajni...

Gieni i jej odwieczni przeciwnicy.

Wilgotna i zmarznięta kostka brukowa jeszcze dźwięczniej oddaje stukot każdego kroku. W oddali słychać ostatni odjeżdżający tramwaj tej nocy. Czas płynie już o wiele wolniej, niż rano kiedy każde minuty nad zaspaną kanapką są oszukane. Wydają się bowiem długie jak kwadranse, a okazują się juz nawet nie jednostkami czasu, ale mgnieniami. Gieni wraca odurzona przepracowanym dniem i piwem wypitym w ulubionym barze, idzie przestępując z nogi na nogę, opatulona tak miękko i szczelnie, że wydaje jej się że już zaparkowała w pidżamie, pod kołdrą. Ma uczucie luzu, wtulenia. Takiego wtulenia, jakie znają dzieci wtulając się w kochającą matkę. Nikogo przy niej nie ma. Jest sama. Jak zawsze. I zaczyna to rozumieć. Zaczyna również czuć, że jak czegoś nie zmieni - to tak już pozostanie na dłuższą chwilę. Gieni patrzy na dwa różne oczy i słyszy na dwoje różnych uszu. W jednym oku i uchu słyszy o " Silnej kobiecie", zupełnie niezależnej i pełnej werwy, mającej zimno wykalkulo...

List do Czytelników, a w zasadzie do jednej Czytelniczki.

Drodzy Czytelnicy! Z racji na to, że już od trzech lat piszę krótkie formy - pora dorosnąć. Pora napisać coś dłuższego. A co można napisać w Łodzi? No przecież, że film! Jako że obecnie cenione są historie "z życia wzięte", postanowiłam w sposób bezkarny czerpać z życiorysów moich przyjaciół, co dodatkowo podgrzeje atmosferę (nic tak nie dodaje pikanterii, jak proces). Wybrałam już ofiarę. Śledzę ją już od kliku dni. Ba! Nawet lat! Ponieważ nie mam jeszcze odpowiednio dobrego sprzętu do pozyskiwania materiałów - ucieknę się do konwencjonalnych i prymitywnych form, jak wystukiwanie na klawiaturze. Jeśli widzisz plamę fioletu w dziwne mniejsze plamki, które przy skróceniu dystansu okażą się podobiznami sów, jeśli ta plama ma burzę podrudzialych loków, a twarz wyraża bezkrytyczną radość do świata, na dodatek wysiada z samochodu, który wydaje się mieć imitujący ją, poprzez zmyślny układ zderzaka i świateł uśmiech - to oznacza, że spotkałeś JĄ. Kobietę piękną i tajem...

Gieniocentryczna gra na oślep.

Czy można czuć wielką moc i jednocześnie przeraźliwy strach? A czy można czuć jednocześnie wielki ból i jeszcze większe szczęście? Życie zna wiele przykładów od samego swego początku. Takie właśnie dziwne mieszanki nawiedzają Gieni i jej spokojną twarz. Spędza bardzo spokojnie czas. Ktoś mógłby nawet orzec, że monotonnie. Gdy jednak wejdziesz w jej duszę widzisz cale zastępy myśli, które nie pozwalają ani na chwilę pędzić monotonnej egzystencji. Jednostajność, w której obecnie się znajduje to jedynie wentyl bezpieczeństwa, który zmusza ją do normalności, a nawet tę normalność zapewnia. Wstaje rano, je ulubione proste śniadanie, delikatnie podkreśla urodę i wychodzi omiatając wzrokiem mieszkanie, które pozostawia z miesiąca na miesiąc w coraz lepszym stanie, co niewątpliwie świadczy o tym że wchodzi na pułap zestandaryzowanego mieszczanina - pracownika z przeciętną pensją i równie przeciętnymi umiejętnościami. Gieni o tym doskonale wie. Zaciska wtedy dłonie. Gdy dochodzi do odprę...