Przejdź do głównej zawartości

Posty

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.7

Bar gdzieś w mieście Łodzi. Przyszła wreszcie odwilż i znów pojawiły się piękne, nowe, równe chodniki na niektórych ulicach. Na niektórych zaś płyty chodnikowe - miny, które się bujają pod krokiem przechodnia i opluwają jego buty brunatną, pośniegową mazią. W każdym razie dziewczyny szły chyba tymi "nowymi" ulicami, bo obuwie ich było bez zarzutu.  Zamówiły sobie wódeczkę z sokiem pomarańczowym, tzw. "pół na pół". Były lekko owiane ciepłym wiatrem odnowy. - Wiesz Gieni? Chyba wiosna idzie. - Powiedziała Anna z lekkim romantyzmem w głosie. - Na wiosnę bym nie liczyła w lutym, ale kto wie? - Odparła Gieni podpierając podbródek na ręce. - Ja nie o porze roku mówię! Gieni! Poznałam bardzo fajnego faceta. Wiesz takiego, co chodzi pod wąziutkim krawatem, nosi spinki do mankietów. Docenia moją inteligencję! Ach nie wyobrażasz nawet sobie jak mój mózg go podnieca! - No, co też mówisz! To może poznałaś go na balu maturalnym. Bo to sezon teraz. - Co też wymyśla...

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.6

Póki, co, jeszcze nie biuro porad dla kobiet, lecz znów bar gdzieś w Mieście Łodzi. Śnieg znów sypie, jakby chciał zamienić całe miasto w białą pustynię. Obie dziewczyny siedzą już przy barze od dłuższej chwili. Panuje między nimi umiarkowane ożywienie. Gieni wygląda nawet na bardzo zmęczoną. Piją piwo z sokiem imbirowym - I czyli co? Pożyczyłaś od Marka z ósemki? Matko! Przecież on ma ogromny, feromonowy potencjał! - Powiedziała Anna z lekkim obrzydzeniem rysującym się na jej idealnie umalowanej dziś twarzy. - No właśnie. Ale to był totalny przypadek. Zapukał do mnie, czy nie mógłby się dorzucić do prania, bo jemu pralkę szlag trafił. Nawet nie wiesz, jaka była moja mina. Uśmiechnęłam się do niego jak do własnego przeznaczenia. Wzięłam ten cały kubeł, wrzuciłam z zatkanym nosem do pralki, ładując pralkę w rękawiczkach jednorazowych oczywiście. Normalnie bym mu odmówiła, niech sobie u mamuni swojej pierze, albo jakieś innej, równie nieszczęśliwej kobiecie niech da te swoje brudy. ...

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.5

Znów bar gdzieś w Mieście Łodzi. Śnieg wali jak szalony. Muzyka sączy się delikatnie z głośników. Anna siedzi przy barze i czeka na Gieni, która miała jej coś ogłosić. Barman uśmiecha się do niej z lekka zalotnie. Ma jednak obrączkę na palcu (po ostatnim incydencie Anna zaczęła zwracać uwagę na takie niuanse), zamawia u niego lampkę dobrego, chilijskiego wina, odpala papierosa. Wydycha dym do góry, bo czytała  w jednym podręczniku mowy ciała, że trzeba uważać na gest palenia, bo on najwięcej obnaża. A jak się wydycha do góry dym, to oznacza, ze jest się pewnym siebie. Anna była oczywiście pewna siebie, ale nie chciała, aby ktoś znający mowę ciała miał, co do tego wątpliwości. Wreszcie wbiegła Gieni. Zasapana i zasypana śniegiem. Przywitała się z Anną pospiesznie, otrzepując ze śniegu i zdejmując płaszcz. Sięgnęła po kieliszek Anny i wypiła duszkiem pozostałość. - Poproszę dwa Sex on the Beach, ale takie konkretne - zaordynowała Gieni z dziwnym uśmiechem wymawiając nazwę dri...

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.4

Bar gdzieś w Łodzi. Anna i Gieni zasiadły na wysokich krzesłach, przy barze w sposób senny, w niczym niezachęcający ani do rozmowy, ani do picia. Gieni ubrana była, jak zwykle w czarne spodnie, bluzę i czerwoną skórę. Anna natomiast miała połamane paznokcie, ponieważ chandrę leczyła szorowaniem prysznica. Oczywiście bez rękawic, bo jakby miała zacząć ich szukać, to z pewnością już nie doszłoby do rzeczonej czynności. Barman powolnymi ruchami poleruje szkło, uśmiecha się blado. Nalewa w końcu dwie szkockie, bo zawsze w takim stanie zamawiają sobie coś niesmacznego, żeby się nie upić z nudów.  - Totalny zjazd Gieni. Mówię ci. Miłość jest przereklamowana. Miłości nie ma. To coś takiego, co wymyślili, żeby zarabiać na filmach, książkach, alkoholu, papierosach, papierze toaletowym, względnie chusteczkach. Na kosmetykach, kondomach, wacikach, lakierach do paznokci i włosów, na narkotykach, klejach do tipsów... Ech... Szkoda gadać. Cały świat wzbogaca się na miłości, której nie ma. To ...

Memento...

Kiedy wysiadałam wieczorem z tramwaju, minęła mnie kobieta zalewająca się łzami. Była piękna i czysta. Ludzie rzadko płaczą. A ona płynęła w strumieniu. Pozazdrościłam jej. Dawno nie płakałam, chociaż może już powinnam zacząć. Nawet mój prywatny sprzedawca cebuli z Bałuckiego mówi, że płacz oczyszcza. Ja jednak wlewam w siebie łzy skondensowane w procentach. Śmiech przez łzy również. Nawet teraz to robię.  Płacz oczyszcza. Nie ma nic bardziej wysublimowanego, niż cały rytuał złożony z muzyki, tańca i używek. Najwięcej tego płaczu jest w muzyce "organicznej" - ludowej i w ludowych napitakch, bosych stopach. Płaczmy tym, co umiemy. Bądźmy szczęśliwi z tego, że potrafimy po swojemu oddać smutek i rozpacz. Zapomnijmy o terapiach. Zajmijmy się sobą. Zatroszczmy.  Jutro możemy już nic nie czuć a to dopiero będzie smutne.

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.3

Bar gdzieś w Łodzi, śnieg napadał po kostki. Miasto zdaje się być wymarłym. Nie przeszkodziło to jednak Annie i Gieni spotkać się znów na wódeczce. Dziś obie siedzą nieco skwaszone. W zasadzie ani Anna, ani Gieni - nie miały się ochoty widzieć, ale jak to bywa przy takich spotkaniach - tak wyszło. - Cóż tam Gieni u ciebie? - zapytała tendencyjnie Anna. - To samo, co u ciebie. - wymruczała Gieni nieco sennie, ale dobitnie. - Jejku! To ty wiesz? - z lekkim przerażeniem powiedziała Anna, w myślach modląc się, żeby to był tylko przypadek. - No jak mam nie wiedzieć, przecież znamy się nie od dziś. -Nie gadaj! Naprawdę masz to samo? - Anna zaczęła bać się nie na żarty. Czytała, bowiem ostatnio o pokrewności dusz i telepatii, co jeszcze bardziej podsyciło jej lęk przed faktem, że Gieni już wie o pewnych wstydliwych kwestiach. - Wiesz, co? Następnym razem zacznę pić do lustra, bo mam wrażenie, że gadam do siebie. - Gieni. Przepraszam cię, ale nie sądziłam, że mogłaś popełn...

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.2

Znów nasz znajomy bar, gdzieś w Mieście Łodzi. Dwie kobiety: Anna i Gieni. Anna ma najwyraźniej coś do zakomunikowania, bo jest pobudzona bardziej, niż zwykle i wypiła dwie pięćdziesiątki pod rząd. Gieni sączy sobie piwo z sokiem imbirowym i czeka... - Ach! Jaka ta wódka mocna... zupełnie jak z nocnego. Słuchaj! Nie wiesz, co się zdarzyło! - zapiszczała Anna. - No jakbym wiedziała, to bym sobie kupiła piwo i w domu, spokojnie z kotem napiła... - Ty jak zwykle! A tu taka historia... bo wiesz... jednak spotkałam tego faceta, o którym ci mówiłam. No normalnie samoprzepowaiadająca się przepowiednia! Zupełnie był taki, jak ci ostatnio opowiadałam, co mi nie wierzyłaś! - Nie, że ci nie wierzyłam, tylko ustaliłyśmy, że to był twój chory wymysł. - A widzisz! Nie był! Taki facet żyje i jest ideałem... no rozumiesz? Ma wszystko, co kobiecie do szczęścia potrzeba! Więc uznałam: po co się tu długo zastanawiać? Fajny facet, z klasą i kasą, każda mi go zazdrościć będzie... no a wiesz... j...