Przejdź do głównej zawartości

Posty

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz. 9

Nasz bar. Dziś jakoś spokojnie, bo pada deszcz. Ludzie leniwi - moknąć nie lubią, ale znudzonym kobietom jakoś nie w smak siedzenie w domu. Siedzą przy barze, palą papierosy i prowadzą ożywioną rozmowę. To znaczy Anna jest ożywiona. Gieni po prostu słucha jej tokowania z lekkim uśmieszkiem. Obie wyglądają już normalnie: Anna jest starannie umalowana i ubrana, Gieni ma klasycznie nieuczesane włosy, jeansy i koszulkę, a na to bluzę. - ... i kupiłam ten bilet, w siadam do tego pociągu. Zdyszałam się trochę, więc usiadłam w pierwszym względnie luźnym przedziale. A tam wiesz, jeden taki starszy facet, nieco smutny i chyba nie miało się mu na życie, jakaś dziewczyna z krzyżykiem na szyi, która wyciągnęła po pewnym czasie ostatni numer "Niedzieli" i taki jakiś łysiejący, szczypiorkowaty blondynek z tymi blond-resztkami ułożonymi na żel.  I tak sobie siedzę, zaczęłam wyjmować wszystko,co mi potrzebne, żeby przebyć trasę do Warszawy. A ten blond "pisklaczek" uśmiecha się do...

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz. 8

Dawno nieodwiedzany bar gdzieś w mieście Łodzi. Anna i Gieni nie widziały się jakieś lata świetlne. Ale one kierują się jedną zasadą: miłość jest ważna i trzeba za nią gonić, ale przyjaźń ją przeżyje. Barman, jak zwykle poleruje szkła. Zaczęła się już wiosna. Jakoś szybciej, niż zazwyczaj, więc i scenografia w postaci sylwetek ludzkich się zwiększyła. Zazwyczaj to pryszczate małolaty. Żaden lokal się już przed nimi nie uchowa. Barman wzdycha w myślach, uznając że to oni są jedyną dźwignią gastronomii w Łodzi...  W tym samym momencie, kiedy barman tak rzewnie wdychał sobie nad kolejnym kieliszkiem wina, wchodzi Anna. Z lekka wstawiona, z przekrzywionym kokiem, ubrana na czarno. Siada przy barze, uśmiecha się do barmana. Zamawia szampana. Wyjmuje z torebki pomadkę, poprawia usta, dyskretnie psika się perfumami, wyciąga paczkę papierosów. Kiedy Anna kończy sekwencję działań pozornych - strzela korek od szampana. W tym samym momencie otwierają się drzwi i wchodzi Gieni. Wygląda jak...

W labiryncie.

Są takie chwile, kiedy siedzisz, patrzysz w przestrzeń i zastanawiasz się. Nad wszystkimi czasami. Te czasy są jak ścieżki, które co jakiś czas się rozwidlają. Czasem idziesz w prawo, czasem w lewo. Wystarczy jeden, inny ruch i byłbyś kimś innym. Może lepszym, może gorszym... Teraźniejszość może nas cieszyć i wtedy zazwyczaj się wysypiamy, albo frustruje i dużo pijemy. A przyszłość to kolejne korytarzyki. Możemy kreować je. Możemy nawet wrócić do pewnego punktu. Możemy spływać z nurtem, biegiem życia, które i tak nieubłaganie nas popycha w różnych kierunkach, w ramiona niektórych ludzi lub w pazury niektórych ludzi. Niektórym budowanie korytarzy zajmuje tyle, co inwestorom zajmującym się Łodzią Fabryczną. Ale w sumie dobrze. Przynajmniej infrastruktura żyć naszych jest różna. Nie musi być londyńskim metrem, ale może być obiecującym metrem warszawskim. Cokolwiek znaczy tu słowo "obiecujący". W każdym razie droga jest prosta i można powiedzieć, że cały czas jest się ...

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.7

Bar gdzieś w mieście Łodzi. Przyszła wreszcie odwilż i znów pojawiły się piękne, nowe, równe chodniki na niektórych ulicach. Na niektórych zaś płyty chodnikowe - miny, które się bujają pod krokiem przechodnia i opluwają jego buty brunatną, pośniegową mazią. W każdym razie dziewczyny szły chyba tymi "nowymi" ulicami, bo obuwie ich było bez zarzutu.  Zamówiły sobie wódeczkę z sokiem pomarańczowym, tzw. "pół na pół". Były lekko owiane ciepłym wiatrem odnowy. - Wiesz Gieni? Chyba wiosna idzie. - Powiedziała Anna z lekkim romantyzmem w głosie. - Na wiosnę bym nie liczyła w lutym, ale kto wie? - Odparła Gieni podpierając podbródek na ręce. - Ja nie o porze roku mówię! Gieni! Poznałam bardzo fajnego faceta. Wiesz takiego, co chodzi pod wąziutkim krawatem, nosi spinki do mankietów. Docenia moją inteligencję! Ach nie wyobrażasz nawet sobie jak mój mózg go podnieca! - No, co też mówisz! To może poznałaś go na balu maturalnym. Bo to sezon teraz. - Co też wymyśla...

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.6

Póki, co, jeszcze nie biuro porad dla kobiet, lecz znów bar gdzieś w Mieście Łodzi. Śnieg znów sypie, jakby chciał zamienić całe miasto w białą pustynię. Obie dziewczyny siedzą już przy barze od dłuższej chwili. Panuje między nimi umiarkowane ożywienie. Gieni wygląda nawet na bardzo zmęczoną. Piją piwo z sokiem imbirowym - I czyli co? Pożyczyłaś od Marka z ósemki? Matko! Przecież on ma ogromny, feromonowy potencjał! - Powiedziała Anna z lekkim obrzydzeniem rysującym się na jej idealnie umalowanej dziś twarzy. - No właśnie. Ale to był totalny przypadek. Zapukał do mnie, czy nie mógłby się dorzucić do prania, bo jemu pralkę szlag trafił. Nawet nie wiesz, jaka była moja mina. Uśmiechnęłam się do niego jak do własnego przeznaczenia. Wzięłam ten cały kubeł, wrzuciłam z zatkanym nosem do pralki, ładując pralkę w rękawiczkach jednorazowych oczywiście. Normalnie bym mu odmówiła, niech sobie u mamuni swojej pierze, albo jakieś innej, równie nieszczęśliwej kobiecie niech da te swoje brudy. ...

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.5

Znów bar gdzieś w Mieście Łodzi. Śnieg wali jak szalony. Muzyka sączy się delikatnie z głośników. Anna siedzi przy barze i czeka na Gieni, która miała jej coś ogłosić. Barman uśmiecha się do niej z lekka zalotnie. Ma jednak obrączkę na palcu (po ostatnim incydencie Anna zaczęła zwracać uwagę na takie niuanse), zamawia u niego lampkę dobrego, chilijskiego wina, odpala papierosa. Wydycha dym do góry, bo czytała  w jednym podręczniku mowy ciała, że trzeba uważać na gest palenia, bo on najwięcej obnaża. A jak się wydycha do góry dym, to oznacza, ze jest się pewnym siebie. Anna była oczywiście pewna siebie, ale nie chciała, aby ktoś znający mowę ciała miał, co do tego wątpliwości. Wreszcie wbiegła Gieni. Zasapana i zasypana śniegiem. Przywitała się z Anną pospiesznie, otrzepując ze śniegu i zdejmując płaszcz. Sięgnęła po kieliszek Anny i wypiła duszkiem pozostałość. - Poproszę dwa Sex on the Beach, ale takie konkretne - zaordynowała Gieni z dziwnym uśmiechem wymawiając nazwę dri...

O tym, jak kobiety piją przy barze... cz.4

Bar gdzieś w Łodzi. Anna i Gieni zasiadły na wysokich krzesłach, przy barze w sposób senny, w niczym niezachęcający ani do rozmowy, ani do picia. Gieni ubrana była, jak zwykle w czarne spodnie, bluzę i czerwoną skórę. Anna natomiast miała połamane paznokcie, ponieważ chandrę leczyła szorowaniem prysznica. Oczywiście bez rękawic, bo jakby miała zacząć ich szukać, to z pewnością już nie doszłoby do rzeczonej czynności. Barman powolnymi ruchami poleruje szkło, uśmiecha się blado. Nalewa w końcu dwie szkockie, bo zawsze w takim stanie zamawiają sobie coś niesmacznego, żeby się nie upić z nudów.  - Totalny zjazd Gieni. Mówię ci. Miłość jest przereklamowana. Miłości nie ma. To coś takiego, co wymyślili, żeby zarabiać na filmach, książkach, alkoholu, papierosach, papierze toaletowym, względnie chusteczkach. Na kosmetykach, kondomach, wacikach, lakierach do paznokci i włosów, na narkotykach, klejach do tipsów... Ech... Szkoda gadać. Cały świat wzbogaca się na miłości, której nie ma. To ...