Przejdź do głównej zawartości

Pomieszanie z poplątaniem ;)

Ludzie mdleją, lasy płoną... ludzie w lasach mdleją i z lasami płoną...
Klęska żywiołowa.
Kolejny sen... znów hipermarket. Tym razem kradłam z przyjacielem jakieś zupełnie zwykłe rzeczy, gubiliśmy zawsze te same buty, zazwyczaj prawe od par, bo grzęzły nam w błocie. Uciekaliśmy, chociaż nikt nas nie gonił. Mknęliśmy wiśniową Skodą Felicją...
Potem noc i bezsenność.
Potem przedpołudnie i senność.
Południe i mglistość marzeń, i wyobrażeń, oraz innych projekcji.
Żywioł.
Kobiety tracą płaty czołowe, śnieg "padywa" zimą, kobieta-tęcza chodzi w zadumie.
Chudną (kobiety) w oczach i tracą kontakt z gruntem.
Żywioł.
Mickiewiczowska niepewność wybrzmiewa na skrzypcach, w oddali... róże na stole usychają w sposób estetycznie honorowy.
Zegar tyka jak w bombie zegarowej.... (niezłe zdanie... bardzo błyskotliwe... ).
Nostalgia i żywioł...

Zapalić papierosa w zadumie, w domowych pieleszach i czuć, że już nie wstaniesz, że umierasz, że nie wiesz co będzie dalej, bo właśnie straciłaś płat czołowy i  rano w ciemię wyrżnęłaś też.
Potem popadasz w niemożliwy do powstrzymania atak śmiechu, który jest wyrazem wszystkiego, prócz śmieszności.
Potem chcesz się upić, ale to nic nie daje.
Potem każą ci oglądać jakiś mecz piłki ręcznej mężczyzn, ale nic nie widzisz. Oprócz piłki.
Po utracie płatu czołowego widzisz już tylko jednego, nawet jeśli go nie widzisz! Magia, nie?

Kobiety mdleją, kobiety płoną... kobiety mdleją i płoną... Ech!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ośliniona tęsknota.

Tak właściwie, to teraz, chwilę przed trzecią nad ranem - poczułam, że tęsknię. Spotęgował to fakt, że byłam dziś w wielu miejscach. I kilka razy z kimś na pozór zwykłym, i jakimś takim mało przebojowym. Miał jednak jedną cudowną zaletę - nie udawał kogoś, kim nie jest i nie był. Kłamał. Owszem. Okłamywał nawet samego siebie, ale jakoś przedziwnie został człowiekiem. I właśnie o tej trzeciej w nocy zatęskniłam chociażby za jego kłamstwem. Za czymkolwiek. "Urocze niewolnictwo" - powiecie. Być może. A może na moim brzegu, oprócz śmieci wylądował kawałek czegoś wyjątkowego? Fala mi to stara się wyrwać, a ja wchodzę w to morze. Nigdy nic nie udało mi się wyłowić, ale też nigdy nie utonęłam. Tym razem też tak się nie zdarzy. W zasadzie, to nic się nie zdarzy. Ot, człowiek znalazł coś wyjątkowego i chce to pozyskać na własność. I pozostaje tęsknota. Piękna i wzniosła. W sam raz na oślinione i zapłakane piosenki, śpiewane przez podlotki. Potem już nikt nie chce się do...

Bezbrzeżna chęć brudu.

Zaczęła się jesień. Szłam melancholijnie przez park. Dzieci bawiły się na placu, ich rodzice w osowieniu siedzieli porozrzucani pojedynczo na ławkach, nieopodal epicentrum wrzasku. Psy robiły kupy gdzie popadnie, koty miauczały pod zamkniętą budką już bez piwa. A ja tak sobie szłam, noga za nogą w lekkim odurzeniu własnymi kołaczącymi się myślami. Ten mętlik, zaprowadził mnie w swej chmurze w wiele miejsc tego dnia: na kilka wystaw, na kilka "pięćdziesiątek" gdzieś w Mieście Łodzi. Szłam sama, bo wtedy nie trzeba niczego ustalać, nikomu tłumaczyć, niczego deklarować. Chcesz iść, to idziesz, jak nie to siedzisz. Potem weszłam do jakiegoś małego kina. Zorientowawszy się, że wszystkie tytuły są mi już znane - udałam się oddać mocz. Z sąsiedniej kabiny wydobywał się tak znajomy i niemal zapomniany dźwięk kochających się ciał. Uśmiechnięta oddawałam się mojemu moczowi, by razem z tymi obok spuścić się w odmęty otchłani. Wyszłam z kabiny, a w tym samym momencie otworzyły się drzw...

CIEnie

Snują się cienie po Bałutach. Nie są inwazyjne. Kuleją. Czasem zarzężą kaszlem - mieszanką spirytusu i machorki zbieranej z rynsztoków. Kiedyś mieli swoje życie, marzenia, plany... ale zaniechali tego wszystkiego w imię powolnej śmierci i wtapiania się w szarość i brunatność tutejszych trotuarów. Z południa idzie Elegant w kaszkiecie w niegdysiejszą kratę, która pamięta jeszcze jego zmarłą w wypadku córeczkę i żonę. Był lekarzem. Stracił wiarę w to, co robił i... WYSZEDŁ. Gdzieś z odmętów "Limanki" idzie Zdenia. Niegdysiejsza piękność, która przeminęła wraz z karczmą "Rybka", gdzie za ciężko zarobione pieniądze agronomów - oddawała swe ciało na liściach sałaty i marchwiowej naci. Dziś oddaje się jedynie Zbyniowi, który czasem w ramach gry wstępnej daje jej kuśtyczek denaturatu. Zdenia wtedy z drżenia delirycznego przechodzi do drżączek spowodowanych kąsaniem mend Zbynia. Jest również Ojciec Izydor. On zawsze idzie na północ z północy: zawsze ma na sobie wielką ...